Zola - Nana

  • Published on
    19-Jul-2015

  • View
    100

  • Download
    0

Embed Size (px)

Transcript

<p>Aby rozpocz lektur, kliknij na taki przycisk , ktry da ci peny dostp do spisu treci ksiki. Jeli chcesz poczy si z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniej.</p> <p>Niniejsza ksika zostaa udostpniona do nieodpatnej publikacji na stronie www.expressivo.info</p> <p>Emil Zola</p> <p>NANA</p> <p>Copyright by Literatura Net Pl, Gdask 2007</p> <p>Rougon-Macquartowie Historia naturalna i spoeczna rodziny za Drugiego Cesarstwa Tytu oryginau LES ROUGON-MACQUART Histoire naturelle et sociale d'une famille sous le Second Empire NANA</p> <p>I O godzinie dziewitej sala teatru Varietes bya jeszcze pusta. Na balkonie i w rzdach parterowych czekao kilka osb zagubionych wrd ciemnoczerwonych pluszowych foteli, w sabym blasku na p przymionego wiecznika. Cie otula wielk czerwon plam kurtyny. Ze sceny nie dochodzi aden odgos, rampa bya wygaszona, pulpity orkiestry poskadane. Tylko w grze, na trzeciej galerii, dokoa rotundy plafonu, gdzie na paskorzebach nagie kobiety i dzieci wzbijay si w niebo zazielenione od gazowego wiata, wrd wrzawy sycha byo nawoywania i miechy. Na tle szerokich zaokrglonych wnk, obramowanych zotem, pitrzyy si gowy w kapturkach i czapkach. Chwilami ukazywaa si zaaferowana bileterka prowadzc przed sob jakich pastwa; siadali, on we fraku, ona szczupa i wcita w talii, o powczystym spojrzeniu. Dwch modych ludzi zjawio si na parterze. Stali rozgldajc si. A nie mwiem, Hektorze zawoa starszy, wysoki, z czarnymi wsikami przyszlimy za wczenie. Moge spokojnie pozwoli mi dokoczy cygara. Ach, panie Fauchery rzeka do niego poufale przechodzca bileterka to rozpocznie si dopiero za jakie p godziny. Dlaczego wic zapowiadaj na dziewit? mrukn Hektor; na jego pocigej, chudej twarzy zna byo irytacj. Klarysa, ktra wystpuje w tej sztuce, przysigaa mi jeszcze dzi rano, e zaczn punktualnie o dziewitej. Na chwilk zamilkli. Podnoszc gowy w gr, badali loe zatopione w cieniu. Lecz zielony papier, ktrym byy wytapetowane, jeszcze je zaciemnia. Na dole pod balkonem loe parterowe byy pogrone w mroku. W loach pierwszego pitra siedziaa tylko jedna gruba pani, rozparta na pluszowej porczy. Po prawej i lewej stronie, midzy wysokimi kolumnami, loe prosceniowe, ozdobione lambrekinami o dugich frdzlach, byy puste. Zamazyway si ksztaty biao-zotej sali w odcieniu delikatnej zieleni. Zdawao si. e drobne pomyki wielkiego krysztaowego wiecznika zasypyway j pyem. Czy dostae bilety do loy prosceniowej dla Lucy? spyta Hektor. Owszem odrzek dziennikarz ale nie byo to takie proste. Ach! Lucy na pewno nie przyjdzie za wczenie! Stumi lekkie ziewnicie. Po chwili milczenia odezwa si: Udao ci si, bo skoro nie widziae jeszcze adnej premiery... Jasnowosa Wenus bdzie wydarzeniem sezonu. Mwi si o niej od p roku. Ach! mj drogi, co za muzyka! Co za szyk!... Bordenave zna si na rzeczy i dlatego chowa to na okres Wystawy wiatowej. Hektor sucha uwanie. A znasz Nan, now gwiazd, ktra ma gra Wenus? zapyta. Masz ci los! Znw si zaczyna! wybuchn Fauchery gestykulujc. Od rana zanudzaj mnie Nan. A czy Nana to, a czy Nana owo, i tak ze dwadziecia razy! C ja o niej wiem? Czy znam wszystkie dziewki paryskie?... Nana to wynalazek Bordenave'a. To ju musi by co odpowiedniego! Uspokoi si, lecz drania go pustka sali, przymiony blask wiecznika, kocielne skupienie przerywane szeptami i trzaskaniem drzwi. Do tego! rzek raptem. Co za nuda! Chodmy... Moe na dole znajdziemy Bordenave'a. Dowiemy si od niego jakich szczegw. Na dole, w wielkim marmurowym westybulu, gdzie sprawdzano bilety, zaczynaa si zjawia publiczno. Trzy otwarte bramy ukazyway pulsujce ycie bulwarw, rojnych i rozjarzonych w t pikn noc kwietniow. Turkot powozw urywa si nagle, drzwiczki zamykay si z haasem i ludzie wchodzili grupkami. Zatrzymywali si przed kontrolerem, potem wstpowali na schody, gdzie kobiety zwalniay kroku, koyszc si w talii. W jaskrawym wietle gazowym, na wyblakej nagoci tej sali, ktr licha dekoracja empirowa przeksztacaa w</p> <p>tekturowy perystyl wityni, rzucay si w oczy wielkie te afisze z imieniem Nany wypisanym grubymi czarnymi literami. Panowie przystawali na chwilk w przejciu, by je przeczyta, lub te pochonici rozmow zagradzali drzwi. W innej czci westybulu tgi mczyzna o szerokiej ogolonej twarzy opryskliwie odpowiada osobom, ktre uparcie day miejsc. To Bordenave rzek Fauchery. Dyrektor zauway dziennikarza na schodach. adne rzeczy! krzykn z daleka. To tak pan napisa... Dzi rano otwieram Figaro, szukam i... nic. Nieche pan poczeka! odrzek Fauchery. Musz przecie pozna pask Nan, zanim o niej napisz... Niczego zreszt nie obiecywaem. I chcc zmieni temat rozmowy przedstawi swego kuzyna, pana Hektora de la Faloise, modego czowieka, ktry wanie przyby do Parya, by dokoczy swej edukacji. Dyrektor jednym spojrzeniem oszacowa modzieca, a Hektor, wzruszony, przypatrywa mu si uwanie. Wic to jest ten Bordenave, wystawca kobiet, ktre traktuje jak dozorca skazacw: to ten reklamiarz, co krzyczy, pluje i klepie si po udach, cynik o mentalnoci andarma! Hektor uzna, e naley powiedzie co uprzejmego. Paski teatr... zacz sodkim gosem. Bordenave przerwa mu spokojnie, lecz rubasznie, jak czowiek, ktry lubi jasne sytuacje: Niech pan raczej powie: mj burdel. Na to Fauchery zamia si z aprobat, podczas gdy la Faloise, z komplementem uwizym w gardle, czu si uraony, lecz usiowa wywoa wraenie, e i on gustuje w tym sowie. Dyrektor rzuci si, by ucisn do pewnemu krytykowi teatralnemu, ktrego felieton mia due znaczenie. Gdy wrci, la Faloise ju ochon. Ba si, e skoro bdzie za bardzo zmieszany, potraktuj go jak prowincjusza. Mwiono mi zacz na nowo, chcc koniecznie co powiedzie e Nana ma cudny gos. Ona? krzykn dyrektor wzruszajc ramionami. To to istna wrona! Mody czowiek dorzuci spiesznie: No, ale znakomita aktorka. C znowu!... Niezdara! Nie wie, co pocz z rkami i nogami. La Faloise zarumieni si lekko. Nic ju nie rozumia. Za nic na wiecie nie opucibym dzisiejszej premiery wyjka. Wiedziaem, e paski teatr... Powiedz pan: mj burdel przerwa znowu Bordenave z uporem czowieka przekonanego o swej racji. Tymczasem Fauchery z caym spokojem patrza na wchodzce kobiety. Gdy zobaczy, e kuzyn stoi z otwartymi ustami i nie wie, czy ma si mia, czy obrazi, przyszed mu z pomoc. Zrbe t przyjemno panu Bordenave, nazywaj jego teatr, tak jak tego da, skoro go to bawi... A pan, mj drogi, niech nas pan nie nabiera. Skoro paska Nana nie piewa ani nie gra, bdzie pan mia po prostu klap, czego si zreszt obawiam. Klap! Klap! krzykn dyrektor, ktrego twarz stawaa si purpurowa. Czy kobieta musi umie gra i piewa? Ach, mj may, gupi jeste... Dalibg! Nana ma co innego, co, co starczy za wszystko. Ju ja to wywchaem, w tym tkwi jej sia, a jeli tak nie jest, to mj nos diaba wart... Zobaczysz, zobaczysz, wystarczy, e si pokae, a caa sala wywiesi jzyki. Entuzjastycznym gestem podnis swe grube donie, ktre dray mu lekko, a wyadowawszy si w krzyku zniy gos i mrucza do siebie: O, tak. ona zajdzie daleko, ach, do kroset, daleko... Co za ciao, och! co za ciao! Poniewa Fauchery wypytywa go dalej, Bordenave zgodzi si opowiedzie nawet pewne szczegy, z dosadnoci wyrae enujc dla Hektora de la Faloise. Pozna Nan i chcia j</p> <p>lansowa. Wanie szuka obsady dla roli Wenus. Nie zaprzta sobie dugo gowy kobiet, wola od razu zaprezentowa j publicznoci i cign zyski. Ale mia w swej budzie zonic, ktr wzburzyo przybycie tej okazaej dziewczyny. Jego gwiazda, Ra Mignon, subtelna aktorka i zachwycajca piewaczka, domylajc si rywalki, z wciekoci grozia codziennie, e go porzuci. A co za ceregiele byy z ustalaniem tekstu afisza! W kocu zdecydowa si drukowa nazwiska obu aktorek jednakowymi literami. Nie ma u niego adnych kaprysw. Skoro tylko ktra z tych kobietek, jak je nazywa, Simona czy Klarysa, miaa muchy w nosie, dawa jej kopniaka w tyek. Inaczej nie daby sobie rady. Sprzedawa te ladacznice i wiedzia, co s warte! Patrzcie! rzek przerywajc sobie Mignon ze Steinerem. Zawsze razem. Wiecie, Steiner zaczyna mie Ry powyej uszu; tote m jej nie odstpuje go na krok bojc si, e zwieje. Gazowa rampa, ponca na gzymsie teatru, rzucaa na trotuar fal ostrego wiata. Dwa drzewka odcinay si wyranie jaskraw zieleni; bieli si jaki sup tak silnie owietlony, e z daleka mona byo czyta afisze jak za dnia. A dalej, w gstym mroku bulwaru, jarzyy si lampy, krelc niewyrany obraz ruchliwego tumu. Wiele osb nie wchodzio od razu. Rozmawiali na dworze, koczc cygara, w wietle rampy, ktre powlekao ich bladoci i rysowao na asfalcie krtkie, czarne cienie. Mignon, chop rosy i barczysty, z kwadratow gow jarmarcznego Herkulesa, torowa sobie przejcie w toku, cignc u swego ramienia malutkiego Steinera z pokanym ju brzuszkiem i okrg twarz okolon piercieniem siwiejcej brody. No i co rzek Bordenave do bankiera spotka j pan wczoraj w moim gabinecie? Ach, to bya ona! krzykn Steiner. Domylaem si. Ale wychodziem w chwili, kiedy wchodzia, wic widziaem j tylko przelotnie. Mignon sucha ze spuszczonymi powiekami, krcc nerwowo na palcu wielki diament. Zrozumia, e chodzi o Nan. A gdy Bordenave nakreli portret debiutantki w ten sposb, e rozpali ognie w oczach bankiera, Mignon wtrci: Niech drogi pan da spokj, to ladacznica! Publiczno sama j przepdzi... Steinerku, pan wie, e moja ona oczekuje go w swej garderobie. Chcia go zabra. Ale Steiner nie mia ochoty rozstawa si z Bordenave'em. Przed nimi, przy kontroli, toczya si kolejka, rosa wrzawa, imi Nany dwiczao w piewnym rytmie dwch zgosek. Mczyni sylabizowali je gono stajc przed afiszami lub rzucali je mimochodem w tonie pytania. A kobiety, zaniepokojone i umiechnite, powtarzay je po cichu z wyrazem zaskoczenia. Nikt nie zna Nany. Skd si wzia? Kryy historyjki i arty szeptane od ucha do ucha. Pieszczotliwie brzmiao to imi, imionko, ktrego poufay ton pasowa do wszystkich ust. Wystarczyo je tak wymwi, a tum rozwesela si i swawoli. Gorczkowa ciekawo podniecaa ludzi, ciekawo typowo paryska, gwatowna jak atak nagego szau. Chciano zobaczy Nan. Jakiej damie oderwano falban od sukni, jaki pan zgubi kapelusz. Ach! Za wiele ode mnie dacie! krzykn Bordenave, ktrego okoo dwudziestu mczyzn osaczyo pytaniami. Zaraz j zobaczycie... Zwiewam, jestem tam potrzebny. Znikn zachwycony, e udao mu si podnieci publiczno. Mignon wzrusza ramionami przypominajc Steinerowi, e Ra czeka na niego, bo chce mu pokaza swj kostium z pierwszego aktu. Popatrz! Lucy wysiada z powozu rzek la Faloise do kuzyna. Istotnie bya to Lucy Stewart, nieadna kobietka lat okoo czterdziestu, o zbyt dugiej szyi, mizernej i pocigej twarzy, ustach grubych, lecz tak ywych i wdzicznych, e dodaway jej wiele uroku. Przyprowadzia Karolin Hquet i jej matk. Karolina chodna pikno, jej matka bardzo godna, z min nadt. Chod z nami, zarezerwowaam miejsce dla ciebie powiedziaa. Jeszcze czego! ebym nic nie zobaczy odrzek Fauchery. Mam fotel, wol siedzie na dole.</p> <p>Lucy rozgniewaa si. Czyby nie mia odwagi z ni si pokazywa? Ale, nagle uspokojona, przeskoczya na inny temat. Dlaczego nie powiedziae mi, e znasz Nan? Nan? Nigdy jej nie widziaem. Naprawd?... Przysigano mi, e z ni spae. Stojcy przed nimi Mignon z palcem na ustach dawa znak, eby zamilkli. Na pytanie Lucy wskaza przechodzcego modego czowieka: To facet Nany szepn. Wszyscy spojrzeli na niego. Wydawa si sympatyczny. Fauchery rozpozna w nim Dagueneta, ktry przejad z kobietami trzysta tysicy frankw. a teraz krci si na giedzie, by mc od czasu do czasu fundowa im bukiety i obiady. Lucy stwierdzia, e ma pikne oczy. Ach, Blanka! krzykna. To ona mi powiedziaa, e spae z Nan. Blanka de Sivry, tga blondyna o penej, adnej twarzy, przysza w towarzystwie szczupego mczyzny bardzo starannie ubranego i niezmiernie wytwornego. Hrabia Ksawery de Vandeuvres szepn Fauchery do ucha la Faloise'a. Hrabia wymieni z dziennikarzem ucisk doni, a tymczasem Blanka i Lucy prowadziy oywion rozmow. Zagradzay przejcie swymi falbaniastymi sukniami, niebiesk i row. Imi Nany wracao na ich wargi tak krzykliwie, e wszyscy je syszeli. Hrabia de Vandeuvres zaprowadzi Blank na sal. Lecz teraz imi Nany jak echo dwiczao w czterech rogach westybulu w tonacji ju nieco wyszej, w atmosferze podania wzmoonego oczekiwaniem. Kiedy si wreszcie zacznie? Mczyni wycigali zegarki, spnialscy wyskakiwali z powozw, zanim si jeszcze zatrzymay, grupy ludzi opuszczay trotuar, gdzie spacerowicze przechodzili powoli przez opustosza smug gazowego wiata, wycigajc szyje, by zobaczy, co si dzieje wewntrz teatru. Jaki urwis, ktry przechodzi gwidc, stan przed afiszem w drzwiach, krzykn gosem pijackim: Hej, Nana!, i poszed dalej, koyszc si i powczc trepami. Zerwa si miech. Wytworni panowie powtarzali: Nana, hej, Nana! Popychano si, wybucha sprzeczka przy kontroli biletw, wzmaga si zgiek, rne gosy wzyway Nan, day Nany. By to typowy dla tumw wybuch gupoty i brutalnej zmysowoci. Wrd tej wrzawy odezwa si dzwonek. A do bulwaru dotary gosy: Ju po dzwonku, ju po dzwonku!, publiczno zacza si toczy i przeciska, mnoyli si kontrolerzy. Mignon, zaniepokojony, zapa znowu Steinera, ktry jednak nie poszed obejrze kostiumu Ry. Na pierwszy odgos dzwonka la Faloise przedosta si przez tum, cignc za sob Fauchery'ego, by nie spni si na uwertur. Ten popiech publicznoci zirytowa Lucy Stewart. Co za chamstwo tak potrca kobiety. Sza na samym kocu z Karolin Hquet i jej matk. Westybul opustosza. W gbi szumiao ycie bulwaru. Tak si pchaj, jakby te sztuki byy zawsze zabawne! powtarzaa Lucy Stewart idc po schodach. Na widowni Fauchery i la Faloise stojc przed swymi fotelami znowu si rozgldali. Sala bya teraz olniewajca. Dugie pomienie gazowe jarzyy si w wielkim krysztaowym wieczniku. Ulewa tego i rowego wiata spywaa od sklepienia do parteru. Ciemnoczerwony aksamit foteli mieni si jak mora, na cianach byszczay zocenia, ktrych blask agodziy bladozielone ornamenty umieszczone pod zbyt jaskrawymi malowidami plafonu. Raptowny przypyw wiata rampy ogarn kurtyn ognist fal. Cika, purpurowa draperia, bogata jak w baniowym paacu, kontrastowaa ze zniszczon ram, na ktrej spod zoce wyziera gips. Byo ju gorco. Przy pulpitach orkiestra stroia instrumenty. Wrd rosncego gwaru rozlegay si delikatne trele fletu, stumione westchnienia rogu, piewne gosy skrzypiec. Widzowie rozmawiajc popychali si i spieszyli do swych miejsc. W kuluarach tok by tak wielki, e nieprzerwana fala ludzi z trudem miecia si w drzwiach. Suknie i fryzury, przeplatane czerni frakw i surdutw, defiloway wrd nawoywa i szelestu tkanin. Stop-</p> <p>niowo jednak zapeniay si rzdy foteli. Raz po raz bysna jaka jasna toaleta, to znw klejnot wpity w kok pochylonej gowy o subtelnym profilu, a w loy skrawek nienobiaego ramienia. Kobiety wachloway si spokojnie, omdlewajco, ledzc wzrokiem napr tumu. Na parterze modzi panowie w biaych rkawiczkach i gboko wycitych kamizelkach, z kwiatami gardenii w butonierkach, nastawiali lornetki czubkami palcw. Tymczasem dwaj kuzyni szukali znajomych twarzy. Mignon i Steiner siedzieli obok siebie w loy parterowej, opierajc rce na pluszowej porczy. W loy prosceniowej na parterze wida byo tylko Blank Sivry. Lecz uwag Hektora przyku przede wszystkim Daguenet, ktry siedzia w fotelu parterow...</p>